poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 7

Kroczyłam przed siebie nie patrząc na nikogo. Wiedziałam co mnie może spotkać, gdy wejdę na komendę. Nic miłego. Wszyscy z Jego wydziału by się na mnie patrzyli bo wyszłam żywa z tego teatru. Mam nadzieję, że o to będzie mój tata pytał. Nie chce słyszeć innych pytań. Choć te pytania także mnie zdołują z pewnością. Nie wiedziałam co mnie trapi, ale chciałam wiedzieć dokładnie po co chce mnie widzieć. Widziałam jego zdziwienie, gdy Louis chciał mnie o telefonu. Nie zapomniane zdarzenie. Nigdy go takie nie widziałam.
Patrzałam na pokonywaną drogę. Oby nikogo nie spotkać, inaczej po prostu będę zmieszana. Wiele osób mnie widziało w tamtym miejscu, a policja na pewno mnie także podejrzewa. Nie wiem czemu, ale nie interesuję się tym za bardzo. Ludzie nie muszą wiedzieć, że wiem kim jest przestępca dla mnie. Tym bardziej że Louis jest moim bratem, ale jego pocałunek był zbyt namiętny. Będę na pewno to długo pamiętać. Dlaczego to zrobił? Nie mam pojęcia. Choć słyszałam coś na temat zakładu, może właśnie to był powód. Nie pocałował by mnie od tak.
Uśmiechnęłam się do siebie widząc duży budynek posterunku policji. Nie chciałam tam iść, a w dodatku muszę wejść na trzecie piętro. Ech.. Wydział z trzeciego piętra mnie przytłacza. Wszyscy są tam młodzi i przystojni. No prócz mojego ojca, nawet nie wiem czemu jest w tamtym wydziale. Wracając do nich to są ode mnie niewiele starsi i są przystojni ale nie w moim stylu. Chyba jestem do niczego i źle wybieram chłopaków. Tak ze mną jest. Miałam kilku, ale żaden nie był "tym".
Ruszyłam przez korytarz i wkroczyłam do windy. Nacisnęłam okrągły guzik z numerem trzy. Ruszyłam do góry. Oddech lekko mi przyśpieszył.
Przede mną otworzyły się metalowe drzwi. Ruszyłam przed siebie. Niektórzy na mnie popatrzeli zdziwienie, inni zaś źli. Nie przypuszczałam, że w taki sposób to zrobię. Przechodziłam koło biurek innych, zaś oni nie potrafili się powstrzymać od spojrzeń w moją stronę. Nie wiedziałam co takiego może sie teraz stać. Zrobiłam coś źle czy jak? Nie wiedziałam tego. Zapukałam do biura mojego ojca w którym powinien się znajdować.
-Proszę-usłyszałam. Weszłam do pomieszczenia, w którym tata oglądał coś na komputerze przestając kiedy zauważył mnie. W jego oczach dostrzegłam wściekłość na moją osobę. Nie wiedziałam co mu takiego zrobiłam. Wskazał mi ręką krzesło naprzeciwko siebie. Zrobiłam tak jak chciał. Rozpięłam płaszcz by się nie zgrzać w pomieszczeniu.- Dobrze, że tak szybko się uwinęłaś. Powiedz mi co on tobie mówił.
-Nie powiem. Bo to nie dotyczyło śledztwa twojego, a tak nawiasem mówił, że zabije ludzi. Nie chciał ze mną rozmawiać dłużej. Dlaczego pytasz? Mówiłam ci przecież, że go nie znam.-zlustrował mnie wściekle wzrokiem. Co mu jest? Mówię przecież prawdę. Dowiedziałam się, że jest moim bratem, ale o co mu chodzi? Przecież nikt mnie z nim nie widział na osobności.
-Kłamiesz!- krzyknął na całe gardło. Uderzył dłońmi o blat i wstał gwałtownie z krzesła. Naprawdę był wściekły. Nigdy go takiego nie widziałam. Był to pierwszy raz odkąd pamiętam. Nie wiem w jaki sposób to się stało, ale naprawdę był zdenerwowany i w dodatku na mnie. Po patrzałam na niego z delikatnością. Nie uległ temu. Czy on coś wie czego ja nie wiem? Nie mam pojęcia co się dzieję, ale z całą pewnością stało się coś. Zawsze nic się nie dzieje , a teraz jest na mnie wściekły. Nie potrzebnie tutaj przyszłam.-Powiedz mi co to jest?!- odwrócił monitor i puścił mi jeden filmik. W końcu pojawiłam się na ekranie, było rozjaśnione, więc wszystko było widać. Moje dłonie zadrżały. Więc tam była kamera. W sklepie jubilerskim specjalnie założyli kamerę. Na filmiku przede mną pojawił się Louis. Pocałował mnie. A ja nic nie zrobiłam. Nie uderzyłam go. To był jednak błąd o którym będę pamiętać.- Co to do cholery jest? Dlaczego dałaś się pocałować skoro się nie znacie? No mów!-mówił głośno. Pff.. Kogo ja próbuje oszukać. On krzyczał na całe gardło. Popatrzałam do tyłu. Wszyscy patrzeli na nas przez szybę. Gdy spiorunowałam ich wzrokiem, wrócili do swojej pracy.
-To było przypadkowe.-wypowiedziałam.-Chciałam go uderzyć, ale potem..-Chwila. Po co ja mam mu się tłumaczyć? Jestem już dorosła, nie musi wszystkiego wiedzieć. Nikt o tym  nie musi wiedzieć. Po prostu dam im wszystkim popalić. Jeśli nie zrozumie to trudno.- Nie muszę ci tego mówić.
-Słucham?-zapytał mnie zdziwiony.
-Nie muszę

ci tego mówić. To nie twoja sprawa.-wstałam z krzesła. Chciałam odejść, ale mnie uchwycił. Popatrzałam na niego.
-Właśnie, że moja. Jestem twoim ojcem. Chce o wszystkim wiedzieć co się ciebie tyczy, a także mężczyzn będących z tobą.-powiedział do mnie. Wyrwałam moją dłoń z jego uścisku.
-Nawet gdy będę szła z nim do łóżka?!-prawie krzyknęłam. Popatrzał na mnie przeszywająco.
-Nawet wtedy.
-Wypchaj się! Nic ci nie powiem co tyczy się Louisa, a także mężczyzn z którymi będę!-wyszłam trzaskając drzwiami. Wszyscy się na mnie patrzeli. Popatrzałam na nich wściekła. Chyba pierwszy raz widzieli jak się tak denerwuje. Nie chciałam się denerwować, bo w takim czasie tracę nad sobą panowanie. Weszłam do windy, którą po chwili jechałam w dół. Miałam dzisiejszego dnia dosyć. Chciałam po prostu się położyć, ale teraz na pewno nie wrócę do domu. Gdzie by tu pójść? Las to najlepsze wyjście. Choć jak nie wrócę to będą mnie szukali wszędzie. Patrzałam na ludzi, gdy wyszłam z budynku. Wiedzieli, że coś się stało. Niech wszyscy pójdą w cholerę. Mam teraz wszystkich w dupie. Wszyscy chcą składać moje życie na lepsze, ale tak naprawdę nic o mnie nie wiedzą.
Pobiegłam w przeciwną stronę od komendy, od mojego taty. Nie chce go na razie widzieć. Przebiegłam przez pasy, gdy było zielone światło. Stanęłam w miejscu, gdzie mogłam zauważyć miejsce, w którym tańczyli ludzie. Latem zawsze gra tu muzyka i ludzie dobrze się bawią. Oparłam się o drzewo i przymknęłam powieki. Przypomniało mi się moje dzieciństwo, a także lata nastolatki gdy byłam taka naiwna. Tata nikogo do mnie nie dopuszczał. Bał się, że jakiś mężczyzna zrobi mi krzywdę. Teraz będzie mógł jedynie popatrzeć jak kogoś będę miała. Choć jak na razie nikogo nie ma. Weszłam na większą altanę, gdzie kiedyś tańczyły pary. Uśmiechnęłam się delikatnie. To takie urocze.
-Ślicznie..-usłyszałam komentarz. Odwróciłam się i zobaczyłam Louisa. Co on tu robi? To miejsce publiczne. Mój ojciec może go złapać. Nie chciałabym tego, bo jakoś zaczęło mi zależeć na nim.- Dla par to miejsce wydaje się idealne, prawda?-pytał opierając się o wejście.- Ale nie tylko dla nich.-podszedł do mnie. Jest chory, znów coś wymyślił? Co za ironia losu. Dlaczego się tutaj spotkaliśmy? W dodatku w nocy.
-Lepiej już pójdę.-powiedziałam do niego. Chciałam go minąć, ale to na nic. Uchwycił mój nadgarstek. Dlaczego wszyscy robią ze mnie szmacianą lalkę, którą można się pobawić? To irytujące.
-Czy ty zaczynasz mnie unikać?-zapytał mnie. Patrzałam na niego.
-Nie. Ja tylko..-mówiłam oddalając się, gdy się do mnie przybliżał. Wpadłam na drewnianą barierkę. Jego ciało przybliżyło się do mojego. Jego policzek przetarł o mój, tak delikatnie. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Jego dłonie delikatnie przetarły moje ramiona.Westchnął cicho.
-Nie rób tego, proszę.-powiedział.- Każdy się mnie boi, a ty jesteś całkiem inna. Nie chce byś się mnie bała. Wiem, że to będzie trudne. Tylko że chce mieć ciebie blisko siebie.-wypowiedział- I tak bym nie pozwolił ci uciec ode mnie.-przytulił mnie do siebie. Nie wiem czemu ale odwzajemniłam gest. Popatrzałam w górę. Kolejna kamera?
-Robisz to specjalnie?
-Słucham?
-Chodzi o tatę, On może to wszystko widzieć. Nagrania z kamer, tak jak dzisiejszy pocałunek. To także..Znów będę miała awanturę.-oderwał się ode mnie. Dotknął mojego policzka.
-A co? Zazdrosny był?-pytał. Jak mój tata mógł być o mnie zazdrosny. Chociaż, po nim wszystkiego można było się spodziewać. Widziałam zadowolenie w oczach Louisa.
-Nie wiem. Nie patrzałam na to, ale był wkurzony. Często to się zdarza jeśli chodzi o mnie. Byłeś też ty więc może chodziło bardziej o ciebie.

-Na pewno chodziło, że dałaś się pocałować. O tak..- znów poczułam jego usta na swoich. Drugi raz w ciągu tego dnia. Ja nie mogę, ale on tak świetnie całuje. Nie sprzeciwiłam się. Co gorsza oddałam pocałunek. Dotknęłam delikatnie jego biodra, gdzie wyczułam broń. Przerwał przez chwilę pocałunek, ale nie wzięłam broni tylko ruszyłam dłońmi wyżej. Oderwał się już całkiem ode mnie. Uchwycił mnie za policzki.-Masz słodkie usta.-wypowiedział. Odwróciłam głowę w bok. Tak jakbym wstydziła się tego wszystkiego co mówił.-Jeszcze mały buziak na dobranoc.-pocałował mnie krótko i odszedł. Nie zatrzymywałam go. Usiadłam nieopodal na ławce. Znów dałam się pocałować i oddałam się chwilą namiętności. Nie wiem czemu nie potrafiłam się powstrzymać, a mógł mnie wykorzystywać. Wiedziałam o tym, a jednak chciałam mu oddać ten cholerny pocałunek. Nie mogłam tylko zrozumieć dlaczego tak robi? Nie powinien, ale jeśli chce wykorzystać swoją przybraną siostrę. Także nie powinien całować, a zrobił to. Nie zwraca uwagi na reguły. On po prostu łamie je, jak chce. Prawo-jest niczym. Rodzice-nikim. Siostra-tu brzmi właśnie pytanie. Do czego jestem mu potrzebna? Nie jestem widocznie nikim skoro normalnie rozmawia i prosi, abym go się nie bała. Trudne ma być? Nie wiem czy takie trudne. Skoro on jest taki jaki jest, go się nie da zmienić. Gdyby cały czas myślał o mordowaniu, także bym nie przeżyła. Ughh.. Przez niego mam mętlik w głowie.
Westchnęłam przeciągle wpatrując się w ekran komórki. Znów dzwonił tata. Odrzuciłam połączenie i tak każde kolejne. Po prostu miałam go dość. Nie chciałam z nim rozmawiać. Dosyć mnie zdenerwował, więc niech nie robi tego więcej razy. Choć ja do taty nie podskoczę. Prawda jest taka, że bardziej się go boje niż Louisa. Za dużo wspomnień z nim związanych. Zmienił się, ale w każdej chwili mogę od niego dostać jak nie będę się słuchać. Kiedyś tak nastąpiło. Nie mówiłam o tym mamie, mogłam jeszcze bardziej dostać. Przyrzekł, że nie pozwoli mi z nikim być. Dlaczego? Sama nie wiem. Może chodzi o jakąś ojcowską troskę. Czy coś w tym stylu.
Wstałam z ławki odchodząc do domu. Nie mogę zniknąć, bo będą większe kłopoty. Tata dostanie nerwicy, że mnie nie ma. A tak naprawdę zrobi mi kolejną awanturę z tego powodu, że go tak lekceważąco potraktowałam. Nie robiłam tego od wielu lat, a teraz zaczęłam. Nie wiem w jaki sposób to mam zrobić? Będę po prostu swobodna. Nic poza tym. Ruszyłam przed siebie, nie spotkałam nikogo. Bałam się tego wszystkiego, ale to nic. Musiałam dać z siebie wszystko, inaczej to będzie na nic. Powinnam dobrze wiedzieć co i jak. Mogłabym się wyprowadzić, ale nie ma takiej potrzeby, gdyż mam tu wszystko czego pragnęłam. Wkroczyłam do domu rozbierając wszystkie niepotrzebne rzeczy.  Weszłam do pomieszczenia gdzie panowały pustki. Tak mi się zdawało. Wpadłam na "coś" twardego. Popatrzałam przed siebie i zauważyłam oczy mojego ojca , które mnie świdrowały.
-Jesteś wreszcie.-powiedział do mnie. Nie wiedziałam jak zareagować. Po prostu byłam zdziwiona, że jest tutaj. Wiedziałam, że może się zjawić. Wstałam z ziemi bez jego pomocy. Popatrzałam na niego.
-To pójdę już.-wypowiedziałam pokazując górę. Uchwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę salonu. Wiedziałam co się szykuję.  Westchnęłam cicho by nie usłyszał. Popchnął mnie na sofę. Usiadłam, a on na stole na przeciwko mnie. Patrzałam przez cały czas na niego.
-Wiesz, że tego nie lubię.-mówił do mnie- Nie lubię gdy się przeciwstawiasz. Chce dla ciebie jak najlepiej, a ty..
-To moja sprawa.-powiedziałam.- Nie mam pięciu lat byś się mógł opiekować mną codziennie. Jestem dość odpowiedzialna. Pilnuj innych. Oni też są ważni. Dlaczego do cholery tak za wszelką cenę chcesz bym nie miała nic wspólnego z Louisem?-pytam wściekła. Wiem, nie powinnam ale tak wyszło.
-Bo tak chcę. On i ty nie macie się do siebie zbliżać, bo zabije jedno i drugie.
-Proszę bardzo. Masz okazję. Nasze spotkania zawszę są przypadkowe. Nigdy specjalnie się nie spotykamy. Powinieneś dobrze o tym wiedzieć!-wstałam, ale chwycił mnie i pociągnął w dół, tak że z powrotem siedziałam. W jego oczach w końcu zauważyłam złość w moim kierunku. To może skończyć się źle. Nie wiem jak ale na pewno coś zrobi.- I nie masz prawa się wtrącać! Jestem już pełnoletnia a ty traktujesz mnie jakbym miała pięć lat! Mogę robić co chcę z twoim pozwoleniem czy bez niego!- zacisnął swoje ręce na moich ramiona tak mocno, że na pewno zostaną mi ślady.
-Chce dla ciebie jak najlepiej! Ale ty tego nie rozumiesz i zachowujesz się jak dziwka!-nie wytrzymałam. Nie pozwolę, żeby tak mnie nazywał. Uderzyłam go z otwartej dłoni w twarz. Patrzał na mnie wściekły. Nie wiem co teraz zamierza zrobić ale to na pewno nic dobrego. Znam ten wzrok z dzieciństwa. Długo to nie trwało. Także dostałam od niego. Dziesięć razy mocniej. Leżałam na sofie nie patrząc na niego. Bolało mnie. Od jego siły i z pomocą obrączki rozcięło mi skórę. Dotknęłam w miejsce gdzie najbardziej bolało. Mogłam poczuć ciepłą ciesz spływającą z rany. Nie patrzałam na niego tylko trzymałam się za miejsce bólu.
-Nie pozwolę ci się z nim więcej razy spotkać. Dopilnuje tego!-warknął. Odszedł. Trzaśnięcie drzwiami. Nie wiedziałam, czy warto tak dalej żyć. Nie chce żyć na uwięzi. On tak zrobi, choć nie wiem czemu. Zawsze nie chciał mi mówić o Louisie. Wszyscy trzymali to w tajemnicy. Uniosłam się i popatrzałam na okno, zachmurzyło się jeszcze bardziej. Odeszłam szybko na górę by złagodzić ból.