wtorek, 1 października 2013

Rozdział 2

Szłam pomiędzy różnymi budynkami. Zostałam sama ale czułam jakby ktoś mnie śledził. Zmierzałam w jedno, bardzo mi znane miejsce. A mianowicie na cmentarz. Nie był aż tak daleko. Byli tam pochowani moi rodzice. Często tam przebywałam odwiedzając rodziców. Mogłam tam się uspokoić i przemyśleć wszystko. Dotknęłam policzka który dalej piekł. Nie mogę dalej uwierzyć że to zrobił. Gdy dotarłam na miejsce przeszłam jeszcze kawałek do ich nagrobku. Usiadłam na ławeczce obok. Zaczęłam prowadzić krótką rozmowę z rodzicami.Zapaliłam znicze które już jakiś czas temu zgasły. Siedziałam tam jeszcze jakiś czas.
Wstałam powoli otrzepując się z białego puchu który nazbierał się gdy siedziałam. Szłam z stronę wyjścia z cmentarza. Obok mnie przeszła posta w kapturze. Po chwili zorientowałam się że coś mu wypadło. Był już daleko i nie słyszał mojego wołania albo nie chciał słyszeć. Podniosłam z ziemi małą białą kopertę. Z przodu napisane był ładnym pismem Mark Tomlinson. Co on chciał od mojego ojca ? Czy to ten kryminalista którego tak szuka ? Ale z kąt by mógł wiedzieć że znam Marka ?
Może nie powinnam ale ciekawość mnie zżerała od środka aby zobaczyć co jest w środku. Powoli otworzyłam kopertę wyciągając z niej kartkę zgiętą w pół.

Witaj,
Widzę że dniami i nocami dobrze się bawisz ? Ostatnio jak Cię widzę
miewasz się bardzo dobrze. A w szczególności
pośród znajomych, prawda ? 
Nie sądziłem że będziesz się tak lenił.
Lecz ja nie o tym chciałem ci pisać.
Dzisiaj o godzinie pierwszej w nocy będę w jubilerze, będę czekał
na Ciebie 15 minut, a później zrobimy to co
do nas należy. Chcę z tobą o Kimś porozmawiać.
O kimś o kim mi nie powiedziałeś. Nie zrobiłeś mi tego
zaszczytu...
Radze Ci przyjść, inaczej może się komuś coś stać, a sadze
że tego nie chcesz..

Włożyłam pergamin z powrotem do koperty , a potem do kieszeni. O kim mu nie powiedział ? O mnie ?
Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie, a na żadne nie znam odpowiedzi. Nie ważne. Zaniosę tę wiadomość do ojca, ale pierw muszę odwiedzić kawiarnię w której pracuje i sprawdzić czy wszystko jest na jutrzejszą uroczystość. Ruszyłam w dalszą drogę. Powoli się ściemniało. Szybko muszę załatwić to co trzeba i wrócę do domu. 
Kawiarnia nie znajdowała się daleko. Już po chwili wchodziłam do środka. Zadzwonił dzwoneczek przyczepiony przy drzwiach obwieszczając że ktoś wchodzi. Dzisiaj miał zmianę Josh. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam na wieszaku.  Podeszłam do lady przy której stał mój znajomy.
-Cześć- przywitałam się z nim stając za ladą.
-Siema, przyszłaś z czymś konkretnym ? Nie masz dzisiaj zmiany.
-Przyszłam zobaczyć czy wszystko jest przygotowane na jutro. Wiesz że to jest dla mnie naprawdę ważne.
-Wiem, wiem.
Weszłam na zaplecze. Otworzyłam szafkę z naczyniami. Przeliczyłam wszystko dokładnie. Wszystko musi by idealnie. Jest to spotkanie biznesowe więc bez alkoholu się nie obędzie. Muszę też wziąśc pod uwagę że talerze mogą się stłuc. Zajrzałam też do spiżarki czy wszystko jest nienaruszone. Wszystko się zgadzało.
Wyszłam z zaplecza. Przy jednym ze stolików siedział mój tata ze znajomymi. Dobrze się składa. Nie będę musiała na niego czekać do niewiadomo której godziny.
Podeszłam do jego stolika. Zauważył mnie dopiero gdy położyłam kopertę przed nim. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-To od twojego kryminalisty.
-Spotkałaś się z nim ?!
-Nie. Przypadek.
Odeszłam od nich zbierając kurtkę z wieszaka. Założyłam ją na siebie. Wyszłam z kawiarni żegnając się z Joshem. Szłam teraz prosto do domu. Nie zważając na nic. Było około 20 godziny. Jako że jest już zima było już ciemno. Drogę oświetlał księżyc i latarnie. Mało osób teraz wychodziło z domów. Było jeszcze zimniej niż wcześniej. Śnieg dalej prószył nie ustając i towarzyszył mi prze całą drogę do domu.
Otworzyłam drzwi kluczem gdyż nikogo nie było. Zdjęłam buty i kurtkę powiesiłam na wieszaku.
Weszłam po schodach na górę.  Weszłam do mojego pokoju. Podchodziłam do łóżka ale niestety poślizgnęłam się na mojej bluzce.
-Kurwa ! Powinnam tu posprzątać! -mówiłam do siebie. Wstając zauważyłam że coś jest przyczepione pod łóżkiem. Odczepiłam notes przypominający pamiętnik. Usiadłam na łóżku obracając w dłoniach zeszyt. Otworzyłam na pierwszej stronie. Tym samy pismem co był napisany list od kryminalisty było tu imię i nazwisko właściciela owego pamiętnika. Louis Tomlinson ? Kto to jest ? I dlaczego jego pamiętnik był w tym pokoju. Czy to ktoś z rodziny o kim mi nie powiedzieli ? Pismo ma strasznie podobne do tego które było na liście. Czy ten pokój należał do Louisa ?
Nie powinnam czytać tego pamiętnika. Chociaż pewnie bym znalazła odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Schowałam go to szkatułki którą również tu znalazłam. Przy otwieraniu wydała z siebie melodie.
Położyłam się na łóżku patrząc w sufit. Nie wiadomo kiedy zasnęłam.

Obudziły mnie głośne rozmowy z dołu. Spojrzałam na zegarek. Było po 24 godzinie. Zwlekłam się z łóżka i weszłam do łazienki. Przyprowadziłam się jakoś do porządku i zeszłam na dół. Tak jak się spodziewałam w salonie siedział mój ojciec z kolegami z pracy.
-Obudziliśmy cię ? Przepraszam.
-Nic się nie stało. Nie spałam.-skłamałam.
Uśmiechnął się lekko do mnie i wrócił do rozmowy. Korzystając z tego że jest zajęty ubrałam się i wyszłam z domu. Nie pozwolił by mi wyjść o tej porze.Nawet jeżeli jestem pełnoletnia. Nie mam co robić o tej porze ale bym nie zasnęła bo znając życie będą tam jeszcze jakiś czas hałasować. Szłam przez puste uliczki miasta przyglądając się oświetlonym wystawą. Coś mi dalej nie dawało spokoju. O czymś zapomniałam, ale nie mam pojęcia o czym.
Przechodziłam właśnie obok jubilera. Chwila ! Przecież mieli tu być o pierwszej w nocy !
Nie mogłam nic więcej zrobić bo usłyszałam wybuch a po chwili wylądowałam pod drzewem. Poczułam ostry ból na głowie. Przetarłam ręką skroń. Spojrzałam na dłoń. Była na niej krew. Cholera. Przecież wiedziałam że tu będą.
Zaczęło mi się kręci w głowie. Siedziałam z głową w dół. Słyszałam alarm z jubilera. Podbiegła do mnie jakaś postać. Widziałam tylko jego buty. Usłyszałam załadowanie broni. Ten ktoś chce mnie zabić ? Co sie dziwić, jest kryminalistą.
-Kim jesteś, i czego chcesz ?! -Nie odpowiedziałam. Nie miałam zamiaru. Niech robi co chce. Zauważyłam drugą parę czarnych butów.
-Zostaw ją.-usłyszałam zimny ton głosu. Chce mnie ratować ? Nie podnosiłam głowy. Dalej wzrok miałam wbity w buty przestępców.
-Chcesz ją zostawić? Ty chyba oszalałeś !-fuknął jeden z nich-Ona widziała co zrobiliśmy.
-I tak nic nie powie, Prawda ?-zwrócił się do mnie ale nie odpowiedziałam. Usłyszałam wycie syren policyjnych.-Idziemy !-Odeszli ode mnie i wsiedli do jakiegoś samochodu . Nie wiem dlaczego mi się to teraz przydarzyło ! Wstałam i uderzyłam pięścią o korę drzewa. Krzyknęłam głośno. Czułam jak rana mi pulsuje. Bolało strasznie. Wszystko mi pomału wirowało. Opierałam się plecami o drzewo i przymknęłam oczy.
-Rebecca !-usłyszałam głos znajomego detektywa. Otworzyłam oczy i uniosłam głowę. -Matko kochana-Złapałam się za skroń z której dalej ciekła krew.
Przyjaciel mojego ojca dzwonił gdzieś. Okazało się że na pogotowie. Zanim przyjechali , zjawił się mój ojciec. No pięknie.
-Co ty sobie wyobrażasz ?!-ojciec chwycił mnie za ramiona i lekko potrząsnął. Ale to wystarczyło aby silne bóle powróciły- Wychodzisz tak późno z domu i jeszcze zostajesz ranna przez jakiegoś pieprzonego kryminalistę ! Nie masz prawa wychodzi z domu tak późno !
-Dlaczego chcesz mi tak bardzo rozkazywać ?! Mam już dziewiętnaście lat, a ty mnie trzymasz jak w niewoli. Wszystko robisz co chcesz ! Wiesz co ? Czasem myślę że ten twój "kryminalista" jest kimś bliskim dla ciebie , a ja o niczym nie wiem !-łzy cisnęły mi się do oczu ale je opanowałam. Inni byli zajęci swoimi sprawami. Sprawdzali wszystko, przesłuchiwali innych świadków i badali miejsce które zostało zniszczone- Nigdy nie pokazałam ci jaka tak naprawdę jestem ! I nie będziesz wiedział ! Nie ma takiego mężczyzny który by ze mnie to wyciągnął ! I nie lubię jak mi rozkazujesz ! Jestem dość dorosła i mogę za siebie odpowiadać ! Więc daj mi spokój !
-Nie. Dopóki mieszkasz z nami mogę robić co chce !
-Dobra! Ale się wyprowadzę i będzie po sprawię!
-Niby gdzie ?
-Mam pracę, więc wystarczy mi na ..-zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie i widziałam tylko czrne plamki przed oczami.


Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu. Widziałam czyjś cień za mną. Do pomieszczenia jeszcze ktoś wszedł. Zamknęłam oczy i udawałam że śpię.
-Mark i co z nią ?-a więc są tu moi rodzice.
-Lepiej, na szczęście nic poważnego jej nie zrobił.
-To dobrze.
Udawałam że się właśnie budzę. Odwróciłam się w stronę rodziców.
-Nic mi nie jest.
-Rebecca.. To moja wina. Gdyby nie ja to..
-Nie tato to nie twoja wina. Nie obwiniaj się.
Nie odezwał się.
-Która godzina ?
-10:23.
-Musze iść do pracy .
-Nie, odpoczywaj.
-Musze iść. To dla mnie ważny dzień.
-Dobrze.
Wstałam powoli z łóżka. Miałam opatrzone rany.Wyszłam z pomieszczenia i szłam do swojego pokoju. Dalej bolała mnie głowa. Wzięłam ciuchy na przebranie i poszłam do łazienki. Zrobiłam wszystkie poranne czynności i ubrałam się w przygotowane ciuchy. Utrudniał mi to ból głowy.  Wczoraj ten mężczyzna darował mi życie. Ale dlaczego ?
Przyjęcie jest o 15 a muszę tam by szybciej żeby wszystko przygotować. Założyłam buty i zeszłam na dół.
Przygotowałam sobie szybko kanapki.Usiadłam przy stole i powoli je jadłam. Do pomieszczenia weszła mama.
-Jak się czujesz ?
-Dobrze.
-Wiesz że jak nie chcesz to nie musisz tam iść. Wcale nie musisz pracować. A jak chcesz to...
-Nie ma takiej potrzeby-uśmiechnęłam się do niej.
-Jesteś pewna ?
-Tak.
Wstałam od stołu zasuwając za sobą krzesło. Jay cały czas mi się przyglądała.
-Ja będę już szła. Pa !
-Pa, skarbie ! Uważaj na siebie.



Byłam obok kawiarni. Weszłam bez problemu do środka. Otwarte ? Dziwne. Josh nigdy nie zapomina zamknąć za sobą drzwi.
Zdjęłam powoli kurtkę rozglądając się.
-Josh ? Jest tu ktoś ?- nikt mi nie odpowiedział. Rozejrzałam się. Nic nie zniknęło. W kasie też wszystko jest. Może po prostu zapomniał zamknąć. Teraz nie mogę się tym przejmować. Muszę przygotować wszystko. Stoły były już połączone. Najwyraźniej  Josh chciał mi pomóc. Wyjęłam z szafki przygotowane białe obrusy i starannie je rozłożyłam na stołach. Porozkładałam wszędzie różne dekoracje.
Całe jedzenie było gotowe, zrobione wcześniej przez kucharzy. Zaczęłam rozkładać talerze i sztućce.
Na koniec zajęłam się całą resztą.
Gdy wszystko było gotowe była godzina 14:30. Miałam jeszcze pół godziny. Usłyszałam dzwoneczek oznajmiający że ktoś wszedł. Odwróciłam się w tamtą stronę. Mark.
-I jak ?
-Wszystko jest już gotowe.
-Widziałaś tego przestępce ?
-Nie-weszłam za ladę-Mam pytanie.
-Wal śmiało.
-Ty masz jakąś tajemnicę , prawda ? Chodzi o to czy masz syna ?
-Syna ? Chciało by się. Nie mam i nigdy nie będę miał. Skąd ci to przyszło do głowy ?
-Nie ważne. Nie było pytania. Idź już.-wyganiałam go. Odchodził .
-Jakbyś widziała kogoś podejrzanego to dzwoń.
-Jasne.-Pomachałam mu. Ukucnęłam i chciałam sięgnąć po coś co było pod ladą. Dotknęłam czegoś, ale to było miękkie i ciepłe. Niemożliwe. Dlatego było otwarte. On cały czas tu siedział. Zauważyłam broń. Wzięłam ręce i wstałam. Wpatrywałam się w plecy Marka. I co mam zrobić ? Powiadomić go czy raczej nie?-Tato.-poczułam mocny ból na kostce. Wygięłam usta w grymasie.
-Co się stało ?-ściskał coraz mocniej. Mogłam go wydać ale wtedy by mnie zabił. A to nie było by miłe. Nie mogłam wyrwa nogi . Bolało jak diabli.
-Nie. Chce ci powiedzieć że wrócę dzisiaj później do domu.-Mark uśmiechnął się do mnie miło.
-Uważaj na siebie.-ostatnie co powiedział i wyszedł. Świetnie , zostałam sam na sam z mordercą. Tylko co teraz mam zrobić ? On dalej trzyma mnie za nogę.
-Odwróć się.-wydał mi polecenie. A ja powoli odwróciłam się w tył. Położyłam ręce na drugiej ladzie. Westchnęłam. To będzie mój koniec. Mężczyzna wyszedł z pod lady i stał centralnie za mną wymierzając mi bronią w głowę. Chciałam lekko odwrócić głowę żeby zobaczyć jego twarz ale przerwał mi to jego głos.-Radze ci tego nie robić. Inaczej możesz zginać a sadze że tego nie chcesz.-Miał rację, chciałam żyć, ale czy warto ? Sama nie wiem. Wydarzenie z przeszłości powtarzają się. Nie chcę cierpieć jak kiedyś. Poczułam jak bronią zjeżdża coraz niżej. Zaczepił o wisiorek. Chwyciłam za niego aby mi go nie zabrał.
-Tego ci nie dam.
-Puść-Nie robiłam tego. Nie chciałam aby go zabrał. To była cenna pamiątka po rodzicach. Lekko szarpnął. Wiedziałam że w końcu nie będzie czekał aż ulegnę. Kryminaliści często są niecierpliwi. Chcą aby na ich wyszło. Ze mną tak nie jest. Nie potrafię ulegać. Jestem stanowcza i pewna tego co się stanie.
Impulsy bólu w karku przeszły po moim całym ciele. Uderzył mnie bronią w kark. Powieki mi się przymykały. Wpadłam w silne ramiona, a naszyjnik został zerwany. Czułam jak mnie kładzie na zimnej podłodze, ale robił to delikatnie. Lekko otworzyłam oczy. Ujrzałam jego twarz lecz nic nie zrobił.
-Coś ty zrobił ?
-Nic.-powiedział. A potem głucha cisza i ciemność. Nie widziałam już niczego. Byłam sama w swoim opustoszonym świecie. Tutaj nikogo  nie było tylko ja i moje myśli i zdarzenia ze snów. To były moje myśli skrywane w głębi serca. Nie pokazałabym ich nikomu. Wszystko robię sama i tak zawsze zostanie. Nikt mi nie pomoże.


piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 1

Mroźna zima na początku styczna. Siedzę przy oknie i oglądam dzieci bawiące się z rodzicami. Było  bardzo zimno chodź słońce wychodziła zza chmur to wiał chłodny wiatr. Mróz, jak i pruszący śnieg przyprawiały ludzi o dreszcze. Nie było ani chwili wytchnienia od nadmiaru puszystego puchu.
Przyłożyłam dłoń do szyby gdzie malowały się od zimna przeróżne wzory. Wyglądało to wspaniale, każdy wyglądał inaczej. Wszystko było takie różne tej zimy. Dzieci bawiły się na polanie gdzie był zamarznięty staw. Nie było to daleko ale mój kochany tata nie chciałby, aby mi się coś stało. Każe mi siedzieć w domu, czego nie znosiłam. Kocham go, nie przeszkadza mi że jest przyszywany. Nie potrafiłabym się teraz go wyrzec. Słucham się go, ale czasem doprowadza mnie do szaleństwa przez te jego prace. Ona jest dla  iego ważna. Nic więcej. Chociaż ja z mamą też jesteśmy ważne.
Popatrzyłam na wnętrze pokoju. Nic w nim nie zmieniałam. Ściany fioletowo-szare, sufit biały. Obok okna duże dwu osobowe łóżko ze srebrem i czernią. Pościel koloru kruka. W drugim koncie pokoju stały dwa czarne fotele i szklany stolik. Jedna duża szafa, biurko z potrzebnymi przyborami a nad nim szafka z książkami. Były też dwie pary drzwi. Jedne prowadziły do łazienki a drugie na korytarz. Miałam do tego zgaszone światło. Wszystko wyglądało jakbym siedziała tylko w mroku. To był mój świat. Tu mogła o wszystkim myśleć inaczej.
Czułam jakby z tym pomieszczeniem łączyła mnie jakaś więź. Ten mrok był dla mnie czymś wspaniałym. Tutaj czułam się błogo i mogłam przesiadywać tu całą wieczność.
Przeniosłam z powrotem wzrok na staw i dzieci. Podciągnęłam do siebie nogi i patrzyłam jak rodzice ze swoimi maluchami lepią bałwany. W tym wieku przeżyłam wiele. Straciłam rodziców, byłam wyśmiewana przez dzieci w sierocińcu, nie chciały się ze mną bawić. Miałam już wtedy swoje zajęcia. Nauczyłam się czytać i pisać. Opiekunkom nigdy się nie podobało że jestem sama i nie mam nikogo. Nie robiłam z tego wielkiego problemu. Każdy przecież w swoim życiu ma gorsze wspomnienia. Ja mam ich naprawde wiele. Teraz wszystko się zmieniło. Nie będzie tak jak kiedyś. Będe tego unikała. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Nie zmieniłam się jeszcze tak całkowicie. Mam w sobie jeszcze taką mroczną stronę mnie.
Moje dawne cele których nie zrealizuje? Dlaczego ? Nie potrafiła bym.
One były i nadal są moją mroczną stroną.Nikt o tym nie wie. Nawet najbliżsi.  Nie mogli się dowiedzieć. Od razu wysłali by mnie do psychiatryka albo do jakieś izolatki.
Zabić się, albo zabijać inne osoby.  Kto w takim młodym wieku myślałby o takich rzeczach. A miałam wtedy zaledwie 6 lat. Żadne dziecko o takich motywach by nie myślało, zabić wszystkich, stać cała we krwi i śmiać się jak idiotka. Nocami śniło mi się jak zabijam innych i jak zabijają mnie. Na szczęście te sny już minęły.
Lecz sny a myśli to co innego ! W myślach dalej pojawiały się te sceny.
Czasem chce się zabić. Często się cięłam i dalej to robię nawet jeśli mam kochającą mnie rodzinę. Nawet jeżeli jest przyszywana.
Podwinęłam rękawy i spojrzałam na moje nadgarstki. Były na nich blizny po głębokich cięciach. Często lądowałam w szpitalu. Potem słuchałam kazań od ojca.
Zacisnęłam dłonie i oparłam głowę o ścianę. Usłyszałam pukanie.
-Proszę.-powiedziałam cicho ale tak aby dało się usłyszeć. Do pomieszczenia wpadło światło a ja gwałtownie zakryłam oczy.  Gdy przyzwyczaiłam się do światła zobaczyłam dobrze zbudowanego mężczyznę w drzwiach. Miał na sobie granatową koszule i  ciemne jeansy. Po prawej stronie miał przyczepioną kaburę z pistoletem co oznaczało że jest policjantem. Szukał kryminalistów , a za jednym najbardziej, nawet nie wiem czemu.
-Znowu po ciemku siedzisz ?- spytał i próbował zapalić światło lecz nie działało- Czemu nie mówisz że światła nie masz ?- Nie chciałam mu mówić bo dobrze mi się tak siedziało przez te parę dni. Wyszedł na chwilę a po chwili wrócił z nową żarówką. Szybko ją wymienił i zapalił światło. Przymknęłam lekko powieki ale po chwili z powrotem je otworzyłam. Przeniosłam na niego wzrok.
-Po co przyszyłeś ? Stało się coś ?
-Tak, stało się. Nie wychodzisz z tond od czterech godzin. Będziesz tak długo siedziała w tym ciemnym pokoju ?-nie odpowiedziałam. On podszedł do mnie a ja usiadłam przodem do niego.
-Becky-mówił-Najwyższy czas ten pokój przemalować. On nie pasuje do ciebie. Weźmy na przykład czerwony albo zielony.
-Nie.-odwróciłam się od niego.-Wiem że się troszczysz. Ale ten kolor mi się podoba i chcę aby został. Nie chcę innego.-czułam na sobie jego przeszywający wzrok.
-Ale..
-Tato, proszę cie.-powiedziałam słodko. Westchnął. Zawsze to na niego działało. Uwielbiał mnie za to, nie wiem czemu.
-Niech ci będzie. Choć mi ten kolor nie odpowiada.  Ma całe dwadzieścia dwa lata.-uśmiechnęłam się delikatnie.-Tak przy okazji wychodzę. Nie wychodź z domu , bo wiesz..
-...Jak by ci coś się stało to nie wybaczył bym sobie.-dokończyłam za niego. Zawsze to mówił gdy wychodził. Był za bardzo opiekuńczy.Wstałam, stałam przed nim.
-Właśnie.-Przytulił mnie do siebie. Odwzajemniłam uścisk. Dawno mnie nie ściskał. Nie miał czasu. Cały czas praca, praca i praca. Oderwał się ode mnie.-Je będe szedł. Mama już jest w pracy. Uważaj na siebie.-odchodził. Słyszałam zamykające się drzwi. Usiadłam na łóżku.
Westchnęłam.
Powinnam wyjść na dwór, przewietrzyć się przed jutrzejszym dniem. Ostatnio znalazłam prace bo nie chciałam być ciężarem dla rodziców chociaż bardzo dużo zarabiali. Ojciec był policjantem a mama biznesmenką. Jutro w pracy mam przygotować przyjęcie. Nie rozumiem dlaczego mnie wybrali do tego zadania, nawet nie mam doświadczenia. Chcą zobaczyć jak mi pójdzie ? Postaram się jak mogę.
Dotknęłam dekoltu , gdzie poczułam zimny metal w kształcie serduszka a na środku miało mały zameczek na klucz. Kluczyk trzymałam w sporej pozytywce, którą miałam na biurku zamkniętą.
Często grała gdy się ją otwierało. Melodia z niej była smutna, pełna nienawiści i tęsknoty. Często jej słuchałam. Też znalazłam ją ukrytą w szafie, tata zawsze mówił że mam ją wyrzucić, a ja co na to ? Nie potrafiłam, dla mnie była to piękna melodia. On zawsze mówił że co znajdę w tym pokoju mam wyrzucić.Lecz tego nie robiłam. Podobały mi się te rzeczy.
Wyszłam z pokoju gasząc światło i zamykając drzwi. Odchodziłam do wyjścia. Wszędzie było ciemno. Rodziców nie było. Byli w pracy.
Ubrałam buty i kurtkę z kapturem. Zapięłam się ubierając rękawiczki. Mały spacer dobrze mi zrobi, wytrzeźwieję od złych myśli.
Wyszłam zamykając drzwi na klucz. Ten dom był ogromny. Trochę się dziwię że tutaj mieszkam.
Chodź tyle lat tutaj spędziłam to jeszcze nie mogę uwierzyć, że mieszkam z taką bogatą i pewną siebie rodzinie. Jak na razie karzą mi iść na studia ale w końcu będe musiała ich opuścić i iść swoją drogą. Wybrać też będę ją musiała. Kroczyłam przed siebie po śniegu który dalej sypał z granatowego nieba. Ludzie na przystanku ogrzewali się ocierając o siebie dłonie. Gdyby się do kogoś przytulić to od razu jest cieplej , ale cóż nie miałam nikogo. Nic dziwnego, do czego była by komuś ponura i myśląca jedynie o mordowaniu? Do niczego. Miałam ciemną stronę to prawda. Najbliższa przyjaciółka nic o tym nie wiedziała. Moje serce jeszcze wiele skrywa.
Przystanęłam na chwilę przy sklepie z bronią. Jednak jestem chora, powinnam iść do lekarza. Interesuję się bronią o czym ludzie nie wiedzą.
Patrzałam na broń na wystawie aż ktoś się na mnie zwiesił i śmieje mi się do ucha. Kobiecy głos brzmiał mi do ucha. Spojrzałam lekko na kobietę, rudowłosa zawsze to robiła.Jej oczy obserwowały szybę gdzie się odbijaliśmy i gdzie była nowa dostawa.
-Eee..-wyjąkała.W sklepie widziałam jakiegoś mężczyznę który najwyraźniej kupował broń.-A myślałam że jakaś dostawa ubrań. Czemu patrzysz na starą i nic nie wartą broń?
Westchnęłam.
-Jenifer-powiedziałam-Ta stara broń przestrzeliła by ci główkę na wylot.-Ona popatrzała na mnie i zmarszczyła czoło.
-Ta-zaśmiała się-To rupiecie by nie wystrzeliło !-powiedziała jeszcze głośniej. Ona nie rozumie tego że jeszcze działają. Jedne są na proch inne na metalowe kule. Wtedy to by się roztrzaskało głowy.-Becky , rusz się !- ciągnęła mnie w stronę wielkiej reklamy nowej dostawy ciuchów.  Ostatni raz rzuciłam spojrzenie na pistolety. Szłam za Jeny obserwując czubki moich butów oblepionych śniegiem.
-Becky ?-zatrzymała się przede mną-Twój tata pozwolił ci wyjść ?
-Co ?-zapytałam.
-Zawsze ci mówi żebyś zostawała w domu. Nie chce aby coś ci się stało. Nadal go szuka ?
-Szuka, szuka i nie może się doszukać.- Uśmiechnęłam się i puściłam jej oczko ciągnąc ją za sobą.
-Idziesz do mnie na imprez ?-spytała.
-Chciałabym ale..
-Nawet nie mów że nie przyjdziesz !-fuknęła.
-Mówię ci ,że chciałabym przyjść, ale jutro akurat przygotowuje bankiet dla szanowanych ludzi. Musisz to zrozumieć ! Nie chce aby poszło coś źle. Dlatego wybacz mi, kiedy indziej się pojawię.
-Obiecaj.
-Obiecuję.-przyrzekłam jej- A nawiązując do mojego taty, to on nie mógł by przyjść do twojego taty jak sobie marzyłaś. Nie przyszedłby nawet gdybym go zmusiła. Wiesz ona ma w głowie tylko złapanie kryminalisty. Dla niego to najważniejsze. Z pracy przynosi prace do domu. Nie odpoczywa w ogóle.-mówiłam.Nagle ona się zatrzymała.Popatrzyłam na nią.Westchnęła. Patrzała na wielki monitor gdzie widniała reklama najlepszych strojów zimowych. Tym razem ja westchnęłam. Mnie to tak bardzo nie kręci, a ona była szalona za tym. Oparłam się o ścianę budynku pewnego sklepu i patrzałam na nią.
Przymknęłam powieki. Na wardze poczułam płatek śniegu który się roztopił.
-Patrzcie kogo ja widzę.-usłyszałam kpiący głos. Spojrzałam w bok. Moim oczom ukazała się brunetka Właśnie ta mnie nie lubiła, nawet nie wiem czemu.Victoria znienawidziła mnie zaraz po tym kiedy pierwszy raz spotkałyśmy się w szkole. Nigdy się nią jakoś nie przejęłam. Zignorowałam ją. Szarpnęła mnie za ramię i nogą uderzyła w szczękę. Upadłam. Poczułam w ustach metaliczny smak krwi. Plunęłam, szkarłat zmieszany ze śliną pojawił się na śniegu.
Wstałam, a w moich oczach niczego nie można było odczytać. Były puste, żadnych uczuć. Odwróciłam się do niej. Uchyliłam się i odsunęłam do tyłu. Nie chciałam znowu dostać.
-Czego chcesz ?
Nie odpowiedziała tylko znowu mnie zaatakowała a ja nic nie zrobiłam. Unikałam i oddalałam się do tyłu. Ona dalej machała swoimi ostrymi łapami. Wpadłam na kogoś. Przeprosiłam przelotnie mężczyznę, nie widziałam jego twarzy. W końcu postanowiłam jej oddać. Zacisnęłam dłoń w pięść. Ona najwidoczniej nie spodziewała się z mojej strony żadnego ataku. Uderzyłam ją z całej siły pięścią w twarz. Upadła na lud i uderzyła się w tył głowy.
Wytarłam sobie krew która płynęła mi z koniuszka ust. Jak raz zaatakuje to solidnie. A teraz to co ? Dawno nikogo nie uderzyłam. Nie miałam okazji od paru miesięcy.
-Rebecca-usłyszałam za sobą srogi głos. Spojrzałam się za siebie. Za mną stał mój tata z przyjacielem. Mieli tutaj obchód albo wiedzieli że przestępca może się tu kryć.- Co ty znowu wyprawiasz !-fuknął.
-Znowu ?-zaczęłam-No przepraszam ! Przychodzisz zawsze w połowie, a potem mówisz że to ja zaczęłam! Zawsze tak jest ! To , że jesteś po stronie prawa nic nie znaczy ! Wszystkich rozumów nie zjadłeś.-powiedziałam. Czasami z tym nie denerwował. Myśli że zawsze ma racje a tak nie jest ! Bronił ją często ale nie miał racji.
-Nie przeginaj .
-Mówię tylko prawdę. Zawsze myślisz że to ja jestem winna ! Tak jak twoi znajomi, zawsze oni mają racje ! A gdy ja powiem prawdę to ty stoisz po ich stronie ! Jesteś samolubny w tych sytuacjach ! Twoi kumple zawsze mają rację ! Oni..-Nie dokończyłam. Poczułam ból na policzku. Dotknęłam się za czerwone, piekące miejsce. Popatrzałam na ciemno włosego. Wpatrywał się w swoją dłoń, nigdy tego nie robił. A gdy obraziłam jego kumpli to zareagował. Spuściłam lekko głowę i ominęłam go.
-Rebecca czekaj !-Chwycił mnie za ramię. Wyrwałam się, bolało gdy trzymał. Wiedziałam że po takim czymś będe miała siniaki. Nie miał często czucia w tym wszystkim.Słyszałam jeszcze jego wołania ale nie reagowałam.
Pobiegłam w stronę miejsca, gdzie mogła był powspominać inne miłe chwile. On nie powinien mnie tam znaleźć. Nie przychodził tam nigdy i sam nie wie że przesiaduje też w tamtym miejscu godzinami. Wszystko zrobię by zapomnieć o tej sytuacji, ale nie da się. Chciała bym zniknąć z jego wspomnień , odejść stąd. Zrobię to za dwa lata. Nie zadziała na mnie niczyja przemoc psychiczna , za silna jestem.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Prolog

Siedziałam tu tyle lat, gdy miałam 5 lat moi rodzice zgineli w wypadku samochodowym. Zawsze sądziłam inaczej ale kto by słuchał małej , nic nie wiedzącej o życiu dziewczynki. Ponoć jechałam z nimi samochodem ale nic nie pamiętam z tego wypadku. Obudziłam się w szpitalu. Sama. Wtedy moje życie straciło sens. Wiedziałam że nikt nie będzie mnie chciał. Wiedziałam że trafie do sierocińca a z tamtąd na pewno nikt mnie nie wźmie. Zostane tam już aż do pełnoletności. I reszte życia będe samotna. Kto by adoptował tak brzydką i ponurą dziewczynkę z tak mroczną przeszłością ? Do tego mam całe plecy w bliznach które już nigdy nie znikną. Na szczęście zawsze mogę je zakryć bluzką.
Gdy skończyłam 15 lat, do sierocińca przyszła pewna rodzina. Wiedziałam że i tak nie mam co liczyć że opuszczę to miejsce więc bardziej zagłębiłam się w czytanej przeze mnie książce. Po chwili czułam czyjąś obecność nad sobą. Spojrzałam krzywym wzrokiem na osobę która zakłóciła mój spokój. Był to wysoki mężczyzna ubrany w garnitur i spoglądał na mnie z cikawością.
-Słucham ?-spytałam z grzecznośći.
-Lubisz czytać ? -spytał spoglądając to na mnie to na książkę która teraz spoczywała na moich kolanach. Skinełam jedynie głową i wstałam z zamiarem odejścia. Chwycił mnie za rękę zatrzymując mnie. Ponownie na niego spojrzałam. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i spojrzał na mój nadgarstek na którym były blizny po moich próbach samobójstwa. Zmarszczył brwi i przejechał palcem po bliznach.-Czemu to zrobiłaś?
Nie odpowiedziałm jedynie wzruszyłam ramionami. Po chwili podeszła do nas jeszcze kobieta która złapała pod ręke mężczyzne.-Poczekaj tu chwileczkę.-zwrócił się do mnie i odszedł na bok ze swoją, jak mi się wydaje, żonę. Mówił coś do niej i co chwile na mnie zerkali. W końcu kobieta do mnie podeszła.
-Witaj !-uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie-Mam na imię Jay Tomlinson.Masz ochotę opuścić to miejsce z nami ?
Zdiwiłam się i miałam oczy jak spodki. Oni chcieli mnie adoptować ? Niewieże !
-Naprawde ?- kobieta dalej się uśmiechała i skineła głową na "tak".
-Chodź-mężczyzna złapał mnie za rękę i prowadził w stronę gabinetu dyrektori całego sierocińca. Weszliśmy do środka. Gdy dyrektorka mnie zauważyła bardzo się zdziwiła. Nigdy mnie nie lubiła.
-Chcielibyśmy ją adoptować.-powiedział mąż Jay.
-Jesteście pewni ? Ona..
-Jesteśmy pewni w stu procentach ! -powiedziała szczęśliwa kobieta.
-No dobrze. Jeżeli jesteście pewni. Rebecca ! Idź się spakować. Zaraz po ciebię przyjdę.-powiedziała do mnie nawet na mnie nie patrząc. Uśmiechnełam się lekko na myśl o tym że ktoś chce mnie adoptować. Nigdy bym nie pomyślała że to w końcu nastąpi.
Pobiegłam szybko do mojego pokoju. Mieszkałam w nim sama. Nikt nie chciał ze mną go dzielić.
Miałam bardzo mało rzeczy więc pakowanie nie zajeło mi długo. Jeszcze po mnie nie przyszli. Przykucłam przy łóżku i spod niego wyjełam małą szkatółkę. Wziełam ją z mojego starego domu. W środku są moje zdjęcia i zdjęcia moich rodziców oraz wisiorek mojej mamy. Schowałam ją do walizki i czekałam aż ktoś po mnie przyjdzie. I po chwili ktoś wszedł do mojego pokoju.
-Spakowana ? To dobrze. A teraz złaź na dół twoi nowi opiekunowie tam czekają.-powiedział z niesmakiem. Nie odezwałam się w ogule. Zeszłam na dole a oni już tam czekali uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech. Nie odzywam się w ogóle. A chce być dla nich miła w podzięce za zabranie mnie z tąd.
-Gotowa ?-spytał mój nowy "tata".
-Tak.-odezwałam się dopiero drugi raz dzisiaj.
Zabrał ode mnie walizkę i złapał za ręke. Za drugą chwyciła mnie Jay.
-Możesz nam  mówić jak chcesz. Ja jestem Mark a to Jay, ale to już wiesz.-Cały czas się uśmiechają. Są dla mnie tacy mili. Ciekawe czy to chwilowe ? Staneliśmy przed dużym czarnym samochodem. Nigdzy się na nich nie znałam ale jestem pewna że był strasznie drogi. Mark włożył moją walizkę do bagażnika i otworzył mi drzwi . Weszłam ostrożnie tak jakbym bała się że coś zniszczę.
Po chwili ruszyliśmy.
-Eeemm... Dziękuję.
-Oh kochanie nie dziękuj ! To my powinniśmy tobie dziękować !-wykrzyczała radośnie kobieta.
-A tak właściwie to mam na imię Rebecca Anderson.-dopiero mi się przypomniało że się nieprzedstawiłam. No pięknie Becky ! Masz zaliczoną pierwszą wtope !
-Piękne imię ! Masz ochotę jutro pojechać z nami na zakupy ? Kupilibyśmy tobie cokolwiek być chciała .- spytał mnie Mark. No pięknie. Nie chce im sprawiać od początku takich wydadków.
-Nie powinnam..
-No przestań ! Teraz będziesz mieszkać z nami i nie musisz się wstydzić.
-No dobrze.
Po chwili zaparkowaliśmy przed dużym domem. Nie wierze że będe w takim mieszkać ! Niepewnie wyszłam z pojazdu. Ruszyłam z Jay do drzwi. Weszliśmy do środka. Sprawiał jeszcze lepsze wrażenie niż na zewnątrz. Zaprowadziła mnie do mojego nowego pokoju. Otworzyłam drzwi. Pokój był w ciemnych kolorach i już mi się podobał.
-Przepraszam że ściany są takiego koloru ale potem możemy je pomalować i..
-Nie. Jest ładnie. Podoba mi się.-Odwróciłam się do niej uśmiechając się.
-Na pewno ? Jak coś ci się nie podoba to powiedz.
-Dobrze. Ale naprawde mi się podoba.
-Zostawię cię teraz tu i się rozpakuj.-powiedziała gdy Mark przyniósł walizkę. Zamkneli za sobą drzwi. Pokój był bardzo duży. Ściany koloru fioletowego i szarego idealnie pasowoały do mebli. Były też drzwi do łazienki.
Ciekawe czy będe tu szczęśliwa..